Sam Bankman-Fried: jak stracić imperium za 32 miliardy w pięć dni?
Zobacz odcinek
Rozdziały
- 1 To nie będzie zwykła historia 0:00
- 2 Efektywny altruizm: zarabiaj, żeby dawać 1:12
- 3 Alameda Research i złoty arbitraż na bitcoinie 4:47
- 4 Bunt w Alamedzie 6:40
- 5 Narodziny giełdy FTX 9:38
- 6 Zoom, banan i 215 milionów od Sequoia 10:37
- 7 Machina marketingowa: arena NBA, Tom Brady, F1 12:56
- 8 Token FTT, czyli fundament z balonu 15:01
- 9 Wyciek, który uruchomił lawinę 18:28
- 10 Pięć dni do katastrofy 19:55
- 11 Bank run i „FTX is fine” 21:34
- 12 Upadek 32-miliardowego imperium 22:33
- 13 Raport: firma bez księgowego 23:30
- 14 Aresztowanie i proces 24:43
- 15 Czego uczy historia SBF 27:03
To nie będzie taka historia
Każdy uwielbia historię o underdogu — kimś, kto startuje z przegranej pozycji i wspina się na sam szczyt. Każdy uwielbia historię o geniuszu, który przychodzi na świat raz i zmienia bieg wydarzeń. Każdy uwielbia historię o kimś, kto poświęca życie dla dobra ludzkości.
To nie będzie żadna z tych historii.
To będzie historia o człowieku, który miał w rękach wszystkie trzy te opowieści naraz — i zamienił je w największą finansową katastrofę dekady. Przed państwem Sam Bankman-Fried.

Zarabiaj, żeby dawać
W 2013 roku filozof William MacAskill publikuje artykuł z prowokacyjnym tytułem: żeby ratować świat, nie idź pracować do fundacji — idź na Wall Street.
Argument jest brutalnie prosty. Człowiek w bankowości zarobi przez całe życie nawet 10 milionów dolarów. W organizacji charytatywnej — 2,5 miliona. Jeśli więc pójdziesz na Wall Street i oddasz połowę zarobków na najskuteczniejsze cele, sfinansujesz pracę dwóch osób w fundacji — a i tak zostanie ci więcej, niż gdybyś pracował w niej sam.
Do tego dochodzi drugi argument: żeby naprawdę coś zmienić, musisz zrobić coś, co inaczej by się nie wydarzyło. O etat w fundacji biją się tłumy — jak nie ty, to ktoś równie dobry. Ale wielkiego darczyńcy nikt za ciebie nie zastąpi.
Ta filozofia ma nazwę: efektywny altruizm. Maksymalizuj dobro, które wnosisz na świat, opierając się na dowodach i rozsądku. Na końcu swojego artykułu MacAskill podaje przykład młodego człowieka, który właśnie wybrał tę drogę i poszedł handlować do Jane Street. Nazywał się Sam Bankman-Fried.

Poznali się na uczelni. MacAskill zaraził Sama efektywnym altruizmem. Sam później wciągnął MacAskilla do swojego funduszu. Ta bliska relacja jeszcze wróci — i całemu ruchowi napyta sporo biedy.
Filozofia, która miała czynić dobro, dała pewnemu człowiekowi wygodne alibi: „biorę cudze, ale przecież rozdam to mądrzej niż wy”.
Alameda i luka na bitcoinie
Sam zauważył coś, co inni przegapili. Bitcoin na amerykańskich giełdach był tańszy niż na kilku giełdach w Azji — różnica sięgała nawet 5 000 dolarów na monecie.
Pomysł na biznes był banalny: kupuj taniej w Ameryce, sprzedawaj drożej w Azji, zgarniaj różnicę. Trudność leżała gdzie indziej — przerzucenie pieniędzy między kontynentami i instytucjami było koszmarnie skomplikowane. Wiesz, kto pomógł Samowi znaleźć ludzi, którzy to umożliwili?
Dokładnie. Ruch efektywnego altruizmu. To tam poznał odpowiednie kontakty.
Tak powstała Alameda Research — z nazwy firma „badawcza”, w praktyce fundusz handlujący kryptowalutami za cudze pieniądze. Na luce bitcoinowej zarobiła, zależnie od źródła, od 10 do 30 milionów dolarów. Sukces. Tyle że takie okazje nie trwają wiecznie — rynek się wyrównał, furtka się zamknęła, a w firmie zaczęło wrzeć.
Część zespołu chciała, żeby Sam odszedł. Odmawiał za każdym razem. Więc odeszli oni — i to najlepsi. Ten exodus był pierwszym kamykiem lawiny.
Gang dzieciaków
Sam skompletował nowy skład. Zerknij na metryki:
- Gary Wang, 24 lata — lider techniczny, kolega Sama z obozu matematycznego.
- Nishad Singh, 21 lat — były pracownik Facebooka, druga ręka Wanga.
- Caroline Ellison, 25 lat — traderka, którą Sam podkupił z Jane Street.
- Sam Trabucco, 28 lat — trader, później współ-CEO Alamedy.
Co ich łączy? Nikt nie ma nawet trzydziestki i praktycznie zerowe doświadczenie w prowadzeniu poważnego biznesu. Zapamiętaj ten skład — za chwilę będzie zarządzał miliardami.
W dokumentach Alamedy można było wtedy przeczytać teksty w stylu: „nie mieliśmy straty od sześciu miesięcy”, „jesteśmy najlepszą firmą tradingową w USA”, „15% rocznego zwrotu, bez ryzyka”. Zwrot bez ryzyka nie istnieje. To zdanie powinno zapalać czerwoną lampkę u każdego — ale na rozgrzanym rynku krypto ludzie połykali je bez mrugnięcia.
FTX, czyli konflikt interesów w jednym budynku
Potem Sam zrobił ruch, który wszystko zmienił. Ogłosił własną giełdę kryptowalutową — FTX.
Bo giełda ma piękną cechę: zarabia zawsze. Od każdej transakcji pobiera prowizję, niezależnie od tego, czy klient zyskał, czy stracił. Sam wziął 90% udziałów, Gary Wang 10%.
I tu pojawia się problem, którego nie da się przeoczyć. Sam miał teraz dwie firmy: jedną, która handluje (Alameda), i drugą, która ten handel umożliwia i widzi wszystkie karty (FTX). Konflikt interesów wpisany w sam fundament. Jak firma prowadząca giełdę miałaby nie dawać własnemu funduszowi specjalnych przywilejów?
Na papierze wyglądało to jednak genialnie. Alameda obracała ogromnym kapitałem i napędzała obroty na FTX, ludzie widzieli tłok i płynność, więc walili drzwiami i oknami. W ciągu paru lat FTX urosło do trzeciej największej giełdy krypto na świecie, wycenianej na 32 miliardy dolarów.

Marketing za miliardy
Latem 2021 roku Sam łączy się na Zoomie z Sequoia Capital — funduszem, który wcześniej trafił w Apple i Google. Sprzedaje im wizję: platforma, na której każdy kupi bitcoina, każdemu wyśle pieniądze w dowolne miejsce na Ziemi. Skomplikowane rzeczy tłumaczy prostymi analogiami — na jednym spotkaniu porównał to wszystko do handlu bananami.
Inwestorzy byli zachwyceni. Sequoia wrzuciło w FTX ponad 210 milionów dolarów. Za nimi poszli BlackRock, SoftBank, Tiger Global. Rok później Sequoia opublikowało o Samie laurkę z tytułem ma syndrom zbawcy na białym koniu — może ty też powinieneś?. W tekście z zachwytem odnotowano, że podczas pitchu przed inwestorami Sam… grał w League of Legends. I że poszło mu, cytując, zajebiście.

Tak wykuł się image: krypto-geniusz, miliarder, gość, który gra w gierki i jednocześnie zarabia miliardy, a połowę oddaje na cele charytatywne. Do tego dołożono machinę marketingową:
- Hala koszykarskiej Miami Heat zmienia nazwę na FTX Arena — kontrakt na 135 milionów dolarów.
- Ambasadorem zostaje Tom Brady, ikona futbolu amerykańskiego.
- Każdy sędzia w lidze baseballu MLB nosi na mundurze naszywkę FTX.
- Do tego Formuła 1, e-sport (TSM FTX) i Kevin O’Leary — telewizyjny inwestor, który jeszcze niedawno nazywał krypto śmieciem, a teraz brał wielomilionowy kontrakt za jego reklamowanie.
W 2021 roku Sam mówił ludziom wprost, że giełda to darmowe pieniądze do portfela. Ludzie chcieli w to wierzyć.
Token FTT — zabezpieczenie z powietrza
Do układanki dochodzi ostatni, kluczowy element: FTT — token wymyślony i wypuszczony przez samo FTX. Cała pula to 350 milionów sztuk, kontrolowana głównie przez FTX i Alamedę. Dawał zniżki na prowizje, dostęp do ofert, a giełda regularnie skupowała go i „paliła”, żeby windować cenę.
Brzmi niewinnie, dopóki nie dowiesz się, do czego Alameda używała FTT: jako zabezpieczenia (kolateralu). Kolateral to poduszka — dom, złoto, gotówka — którą pokazujesz, żeby udowodnić, że masz z czego oddać pieniądze wierzycielom. Alameda pokazywała jako poduszkę token, który jej właściciel sam drukował i sam podbijał.
2 listopada 2022 CoinDesk publikuje przeciek — bilans Alamedy. Na aktywa warte niemal 15 miliardów dolarów aż 5 miliardów stanowił FTT. Nie złoto. Nie dolary. Nie nieruchomości. Sztucznie napompowany żeton, którego w razie paniki nie dałoby się spieniężyć bez zawalenia jego własnej ceny.
Giełda nie stała na złocie ani na dolarach. Stała na tokenie, który sama wydrukowała. A takie fundamenty trzymają dokładnie do pierwszego podmuchu.
Pięć dni do zera
Podmuch nadszedł z Twittera. Changpeng Zhao (CZ) — szef Binance, największej giełdy krypto na świecie i posiadacz sporego pakietu FTT — ogłasza, że wyprzedaje wszystkie swoje tokeny. Skoro FTT jest poduszką Alamedy, spadek jego ceny zabija zabezpieczenie.
Caroline próbuje ratować sytuację: publicznie proponuje, że odkupi FTT od CZ po 22 dolary za sztukę. CZ odmawia. Na Twitterze wybucha panika.
Wyobraź sobie, że trzymasz wszystkie oszczędności na jednej giełdzie i nagle czytasz, że ma problemy finansowe. Co robisz? Uciekasz. Wyciągasz pieniądze i uciekasz — a razem z tobą tysiące innych. W bankowości nazywa się to bank run: wszyscy chcą wypłacić naraz, rezerwy się kończą, instytucja pada. Sam tweetuje jeszcze: FTX is fine. Assets are fine. Potem cisza.
- 6 listopada — CZ zapowiada wyprzedaż FTT. Startuje panika.
- 8 listopada — Binance podpisuje niewiążący list intencyjny: przejmie FTX.
- 9 listopada — Binance wycofuje się z transakcji.
- 11 listopada — FTX ogłasza bankructwo.
Imperium warte 32 miliardy okazało się domkiem z kart. Zajęło mu pięć dni, by się złożyć.
Nic nie pali giełdy szybciej niż panika inwestorów. FTX spłonęło w pięć dni.
Willa na Bahamach i wyrok
Kilka dni po bankructwie Sam wrzuca na Twittera jedno słowo: „What happened?”. Jakby sam nie wiedział.
Zarządcą upadłości został John J. Ray III — człowiek, który rozkręcał wcześniej upadłość Enronu. W oświadczeniu dla sądu napisał, że nigdy w karierze nie widział takiej porażki zarządu. Firma obracająca miliardami nie miała nawet porządnej księgowości ani wiarygodnej listy rachunków bankowych.
A najbardziej absurdalne? Sam długo nie został aresztowany. Siedział sobie w willi na Bahamach — wartej kilkanaście milionów — i dalej występował na branżowych konferencjach jako prelegent. Wyszło też na jaw, że jego rodzina zgromadziła na Bahamach nieruchomości warte ponad miliard dolarów. Caroline zniknęła. O Garym Wangu przez długi czas krążyło w sieci jedno jedyne zdjęcie. „Gang dzieciaków z Bahamów” — tak podsumowano FTX.
Ostatecznie prokuratorzy udowodnili, że od 2019 roku Sam prowadził wielki przekręt: po cichu przelewał miliardy dolarów klientów FTX do Alamedy, a potem finansował nimi luksusowe zakupy, inwestycje i — uwaga — jedne z największych darowizn politycznych w kraju. Straty klientów i inwestorów oszacowano na 8–11 miliardów dolarów.
Wyrok: 25 lat więzienia i 11 miliardów dolarów do zwrotu w ramach konfiskaty. Caroline Ellison i Gary Wang przyznali się do winy i poszli na współpracę z prokuraturą — co przełożyło się na znacznie łagodniejsze kary.
Czego uczy historia SBF
Zdejmij z tej historii amerykańską scenografię, a zostanie zestaw zasad, które działają też przy każdej polskiej spółce.
- Sprawdź, kto siedzi w zarządzie. Zajrzyj do KRS. Jeśli firmą obracającą realnymi pieniędzmi zarządzają wyłącznie ludzie przed trzydziestką bez dorobku — to sygnał ostrzegawczy, nie „energia startupu”.
- Szukaj konfliktu interesów. Jeśli ta sama osoba prowadzi firmę, która handluje, i firmę, która ten handel umożliwia — załóż, że przywileje płyną w jedną stronę.
- Pytaj o księgowość i audyt. Brak księgowego w firmie obracającej miliardami nie jest ekscentrycznością. Jest czerwoną flagą wielkości billboardu.
- Nie kupuj „zwrotu bez ryzyka”. Nie istnieje. Im pewniej ktoś go obiecuje, tym mocniej trzymaj się za portfel.
I jeszcze jedno, prosto z zakończenia odcinka:
Nie ufaj sztucznym guru.
A jak według ciebie — czy taką wtopę dało się w ogóle wcześniej wychwycić? Napisz w komentarzu pod filmem.
Źródła
- MacAskill, W. — To Save the World, Don't Get a Job at a Charity; Go Work on Wall Street, Quartz, 2013.
- Allison, I. — Divisions in Sam Bankman-Fried's Crypto Empire Blur on His Trading Titan Alameda's Balance Sheet, CoinDesk, listopad 2022.
- Fisher, A. — Sam Bankman-Fried Has a Savior Complex (And Maybe You Should Too), Sequoia Capital, 2022 (profil później usunięty).
- Ray III, J. — oświadczenie zarządcy restrukturyzacyjnego FTX dla sądu upadłościowego, listopad 2022.
- United States v. Samuel Bankman-Fried — wyrok, Sąd Okręgowy dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku, marzec 2024.