Dziadek porwał wnuka. Jak cały Mossad szukał jednego dziecka?
Zobacz odcinek
Rozdziały
- 1 Lądowanie, które oglądał cały Izrael 0:00
- 2 Ben Gurion wzywa szefa Mosadu 1:05
- 3 Kim był Yosele Schumacher 2:11
- 4 Jak doszło do porwania 3:06
- 5 Śledztwo w martwym punkcie 4:14
- 6 Komitet narodowy i wojna kulturowa 5:28
- 7 Mosad wkracza do akcji 5:56
- 8 Trop prowadzi do Szwajcarii 6:30
- 9 Paryż i kobieta o tysiącu twarzy 7:33
- 10 Operacja „marokański książę” 9:42
- 11 Przesłuchania 11:13
- 12 Finał za oceanem 12:54
- 13 Powrót Yosele 13:57
- 14 Jak chłopiec przetrwał dwa lata w ukryciu 14:20
- 15 Kim naprawdę była Ruth Ben David 15:19
- 16 Epilog 16:14
4 lipca 1962: gdzie jest Josele?
Lotnisko Ben Guriona pod Tel Awiwem. Na płycie tłoczą się dziennikarze z całego kraju, politycy, funkcjonariusze służb i zwykli ludzie, którzy przyszli z czystej ciekawości — albo z poczucia, że są świadkami czegoś większego niż powrót jednego dziecka.
Samolot z Nowego Jorku właśnie wylądował. Na pokładzie jest chłopiec. Ma osiem lat. Przez niemal dwa lata nikt nie wiedział, gdzie się podziewa. Jedni mówili, że został uratowany przed złym wychowaniem. Inni — że bezwzględnie porwany.

Przez te dwa lata jedno pytanie wracało w gazetach, w Knesecie, na ulicach i w domowych kłótniach. Dzieliło rodziny, dzieliło religijnych i świeckich, dzieliło całe państwo.
Gdzie jest Josele?
Czy potrafisz znaleźć dziecko?
Początek marca 1962. Premier David Ben Gurion wzywa do siebie Isera Harela — szefa Mosadu, człowieka, który dwa lata wcześniej wyśledził i wyciągnął z Argentyny Adolfa Eichmanna. Spotkanie zaczyna się ciepło, prawie towarzysko. Ale Iser zna premiera: Ben Gurion nie zaprasza na pogawędki bez powodu.
Obaj są do siebie podobni — niscy, uparci, stanowczy, urodzeni przywódcy, którzy nie lubią marnować słów. I nagle, w połowie rozmowy, pada pytanie zaskakująco proste:
Powiedz mi, czy potrafiłbyś znaleźć dziecko?

Nie musi dodawać, o jakie dziecko chodzi. Od dwóch lat całe państwo powtarza tylko jedno imię. Josele Schumacher, ośmiolatek z Holonu, zniknął tak skutecznie, że nie poradziły sobie z tym ani policyjne śledztwa, ani publiczny nacisk.
Jak dziadek ukrył wnuka
Cała historia zaczęła się nie od wrogów państwa, lecz w jednej rodzinie — od konfliktu o to, jak wychować dziecko i co je czeka.
Dziadek chłopca, stary Nachman Starkes, wbił sobie do głowy, że rodzice Joselego — Ida i Alter — planują wrócić z dziećmi do Związku Radzieckiego, prosto w bezbożny świat. Wezbrał w nim gniew i podjął decyzję: wnuka nie odda.

Pod koniec 1959 roku sytuacja Schumacherów się poprawia i rodzice chcą wreszcie zabrać syna do siebie. Jadą do Jerozolimy. Josele jest tam, na wyciągnięcie ręki. W sobotni wieczór chcą go wieźć do domu, ale babcia protestuje: jest zimno, niech dziecko przenocuje, odwiozę je jutro. Ida całuje śpiącego syna i odjeżdża z mężem.
Nie wie, że zobaczy go dopiero za wiele lat.
Następnego dnia ani babcia, ani chłopiec nie pojawiają się w Holonie. Dziecko znika. Dziadek odmawia jego wydania — nawet wobec łez matki. Sprawa przestaje być rodzinna. Zaczyna być polityczna.
Zmowa milczenia

Śledztwo grzęźnie. Wiadomo mniej więcej, że chłopca ukrywają społeczności religijne — talmudyczne szkoły, ortodoksyjne wioski — ale wokół zapada mur milczenia. Pojawia się nawet propozycja ugody, pod jednym warunkiem: porywacze nie mogą trafić przed sąd. Raz jest blisko, raz układ się rozpada. Punkt wyjścia.
Latem 1961 powstaje Narodowy Komitet do spraw odnalezienia Joselego — ulotki, wiece, media, petycje z tysiącami podpisów. Nad krajem wisi widmo wojny kulturowej między świecką młodzieżą a ultraortodoksami. Policja robi nalot na chasydzką wieś, ale — jak to ujęto — ptaszek już wyfrunął z gniazda.
Wtedy do gry wchodzi Iser. Jego agenci próbują wniknąć w ultraortodoksyjne bastiony i natychmiast zostają rozpoznani, wyśmiani i wyproszeni. Jeden z nich powie później, że czuł się, jakby wylądował na Marsie i próbował wtopić się w tłum małych zielonych ludzików.

Iser robi więc to, co umie najlepiej: siada nad aktami. Czyta je raz po raz, składa okruchy i dochodzi do wniosku, który zmienia kierunek całej operacji. W Izraelu nie ma po Joselem śladu — bo dziecka już w Izraelu nie ma.
Chłopiec musiał zostać wywieziony za granicę. Pytanie brzmiało tylko: dokąd?
Kobieta o tysiącu twarzy
Pierwszy trop prowadzi do Szwajcarii. Do Izraela przyjeżdża grupa chasydów, by pochować w Ziemi Świętej ukochanego rabina. Iser podejrzewa, że pogrzeb to przykrywka — że w drodze powrotnej ta sama grupa wywiezie Joselego. Agenci pod dowództwem Abrahama Szaloma jadą do Zurychu, zakradają się nocą pod okna leśnego internatu i po kolei lustrują śpiące dzieci. Wiedzą, że wygląd chłopca mógł zostać zmieniony. Po tygodniu muszą przyznać: tu go nie ma.

Iser się nie poddaje. Nad stertą raportów natrafia na postać, która na pierwszy rzut oka nie ma ze sprawą związku — tajemniczą francuską neofitkę. Kobietę o tysiącu twarzy. Czuje, że jeśli ktokolwiek nadawałby się na idealne narzędzie do przemycenia dziecka przez pół świata, to właśnie ona.
Nazywała się kiedyś Madeleine Ferraille. W Izraelu znano ją jako Ruth Ben David. Piękna, wykształcona — historia i geografia w Tuluzie i na Sorbonie. W czasie wojny działała we francuskim ruchu oporu. Znała żydowskie środowiska całej Europy, miała kontakty, doświadczenie i francuski paszport. Umiała poruszać się między światami.
Iser układa obraz do końca: porwanie zorganizowali chasydzi Satmar, a Ruth odegrała w nim kluczową rolę. Potwierdzają to przechwycone listy do jej syna — pełne zawoalowanych wzmianek o Joselem.
Fałszywy książę i czerwone światło
Żeby rozpracować Satmarów, ludzie Isera namierzają w Londynie mohela — rabina od obrzezań, występującego pod fałszywym nazwiskiem Frejer. Gaduła, człowiek lubiący życie, blisko współpracujący z organizatorami. Twierdzi, że wie, gdzie jest Josele.
Iser planuje operację godną filmu. Jeden z agentów podszywa się pod marokańskiego księcia: opowiada Frejerowi historię o miłości do Żydówki, potajemnym ślubie i konwersji. Urodził im się syn, trzeba go obrzezać — ale w Maroku grozi za to śmierć. Frejer ma pomóc. Pułapka się zaciska.
W tym samym czasie w Paryżu dochodzi do sceny, której nie powstydziłby się scenarzysta. Agent, oczarowany francuską wspólniczką, przejeżdża na czerwonym świetle. Gwizdek, policja, nerwy. I wtedy Madeleine rozbraja funkcjonariusza uśmiechem: panie władzo, to turysta, obcy kraj, podróżuje z kobietą… Puszczają ich bez mandatu.
Nie chodzi o urok. Chodzi o to, że ta kobieta potrafi zagrać każdą rolę — dokładnie wtedy, kiedy trzeba.
Paszport na stół
W końcu przychodzi czas przesłuchań. Ruth milczy. Nic nie powiem — powtarza, a przesłuchującego nazywa po prostu gliną. Równolegle w Izraelu pęka jej syn, Ariel. Słyszy: twoja matka już wszystko wyznała, kłamstwa nic nie dadzą. Łamie się — ale stawia warunek: powie prawdę dopiero, gdy zagwarantują nietykalność jemu i matce. Załatwione — pada odpowiedź, potwierdzona na najwyższym szczeblu.
Zostaje sama Ruth. Iser rozmawia z nią o dziecku, o winie, o rodzicach, o tym, że Josele może zachorować, a nawet umrzeć. I wtedy ona zadaje jedno pytanie:
Skąd mam wiedzieć, że naprawdę reprezentuje pan Izrael? Jak mam panu zaufać?
Iser bez mrugnięcia okiem wyciąga paszport dyplomatyczny na własne, prawdziwe nazwisko i podaje go jej. Jego ludzie są osłupiali — to gigantyczne ryzyko, świadoma dekonspiracja szefa wywiadu. Ale Iser wie swoje: tylko absolutna szczerość może przełamać ten opór. I przełamuje.
Brooklyn
Sprawa przenosi się za ocean. Iser naciska — dyplomatycznie i politycznie, gdzie tylko się da. Kiedy ostrzegają go, że Amerykanie mogą podsłuchiwać rozmowę, odpowiada:
Im więcej, tym lepiej. Nie mówię wyłącznie do ciebie — chcę, żeby Amerykanie słyszeli. Chcę ich zmusić do działania.
Zmusza. Z konsulatu w Nowym Jorku przychodzi sygnał, a Robert Kennedy rusza z miejsca. Agenci FBI, w towarzystwie izraelskiego oficera, jadą na Brooklyn — i zgodnie ze wskazówką Ruth znajdują tam dziecko. Zabierają je w bezpieczne miejsce.
To Josele.
Powrót i cena
Jak chłopiec przetrwał te dwa lata? Był przerzucany między ortodoksyjnymi internatami w Szwajcarii i Francji — jako Menachem, sierota o nieznanych rodzicach. Gdy poszukiwania w Izraelu nabrały rozpędu, Madeleine przebrała go za dziewczynkę i wywiozła do Ameryki. Tam przywódca Satmarów kazał przedstawiać go jako kuzyna z Argentyny, który przyjechał z długą wizytą. Specjaliści z Mosadu orzekli później, że siatka ultraortodoksów oplata świat i dorównuje najlepszym służbom wywiadowczym — a najbardziej zdumiewała ich sama Ruth. Bez stałego adresu, wszystkie dokumenty w torebce, tożsamość zmieniana jak ubranie. Mata Hari ortodoksyjnego świata.
4 lipca 1962 samolot z Joselem ląduje pod Tel Awiwem. Prasa wychwala służby, a Izrael na moment staje się krajem, w którym wszyscy kochają wywiad.
Ale nie wszyscy świętują. Ruth jest załamana. Czuję się winna. Zdradziłam swoją sprawę. Powierzono mi cenny skarb, a ja nie potrafiłam go utrzymać — mówi przyjaciołom. Pod wrażeniem jej talentów Iser chce jej nawet zaproponować pracę w Mosadzie. Za późno. Ruth wraca do ultraortodoksyjnego świata i znika w nim; trzy lata później wychodzi za siedemdziesięcioletniego przywódcę jednej z najbardziej radykalnych sekt.
A Josele? Z Iserem Harelem spotka się dopiero dziewięć lat później, na przyjęciu wydanym na cześć szefa wywiadu. Jest już dorosłym żołnierzem dywizji pancernej. Podchodzi, ściska mu dłoń i mówi:
Jest pan najważniejszą osobą w moim życiu. Bez pana nie byłoby mnie wśród was.
Jedno dziecko. Dwa lata. Trzy kontynenty. I cały aparat państwa uruchomiony po to, żeby przywieźć do domu jednego ośmiolatka. Warto było? Napisz w komentarzu pod filmem.
Źródła
- Harel, I. — The House on Garibaldi Street oraz relacje z operacji odnalezienia Josele Schumachera, Mosad.
- Materiały prasowe i protokoły Knesetu dotyczące sprawy Josele Schumachera, 1960–1962.
- Relacje uczestników operacji, m.in. Abrahama Szaloma i Jakowa Caroza.